Moja starsza siostra: Historia Amy

Dorastaliśmy w pracowitym i kochającym domu z młodszym i starszym bratem. Uczęszczałyśmy do miejscowej katolickiej szkoły średniej i miałyśmy bardzo szczęśliwe wychowanie. Carys była boleśnie nieśmiała w okresie dorastania i chociaż była ode mnie starsza - choć tylko o 13 miesięcy - to ja zawsze byłam tą wychodzącą i przyjęłam rolę starszej siostry. Krótko po ukończeniu studiów księgowych w 2009 roku, długotrwały związek Carys dobiegł końca, a jej życie zaczęło się rozpadać. Jako rodzina zaczęliśmy zauważać niepokojące zmiany w zachowaniu Carys. Wróciłam do domu z uniwersytetu na wakacje i byłam zszokowana widząc zmianę w mojej siostrze. W ciągu kilku tygodni stało się jasne, że Carys pije codziennie. Po wielu namowach Carys zgodziła się pójść do lekarza pierwszego kontaktu, ale gdy już tam dotarła, zaprzeczyła, że ma problem z alkoholem i wyjaśniła, że jest zdenerwowana po rozstaniu. Lekarz zapewnił moją mamę, że to najprawdopodobniej "faza" i Carys została po prostu odesłana z ulotkami i poradami. Przez siedem lat walczyliśmy jako rodzina o pomoc dla Carys, której potrzebowała, aby pokonać swój nałóg. Wielu ludziom, w tym lekarzom, trudno było zaakceptować fakt, że Carys jest alkoholiczką i często zakładali, że wyolbrzymiamy skalę jej uzależnienia. Carys nie "wyglądała" jak alkoholiczka. Była blondwłosą, niebieskooką kobietą w wieku około dwudziestu lat. Miała wykształcenie, dom, kochającą i wspierającą rodzinę - nie pasowała do tego schematu. Po prawie trzech latach niestrudzonego radzenia sobie z chorobą Carys na własną rękę, zaproponowano jej pierwszy program detoksu. Jednak na tym etapie uzależnienie Carys było już zbyt silne i nie była ona skłonna do podjęcia leczenia. W ciągu siedmioletniej walki Carys uczestniczyła w kilku stacjonarnych programach detoksykacyjnych i trzech stacjonarnych klinikach rehabilitacyjnych. Odwiedzanie szpitali stało się częścią naszej rodzinnej rutyny.Zajmowanie się ukochaną osobą, która jest uzależniona, pochłania wszystko. Nieustannie czekałam na telefon z informacją, że Carys upadła, zaginęła lub trafiła do szpitala, a jednocześnie starałam się prowadzić normalne życie.

Co jeszcze bardziej utrudniało sprawę, to piętno otaczające ludzi uzależnionych od alkoholu, które towarzyszyło Carys i naszej rodzinie przez cały okres jej choroby. Chociaż moja siostra była rozpaczliwie chora, nie czułam, że jestem w stanie podzielić się jej chorobą z ludźmi wokół mnie. Szybko nauczyłam się, że jeśli o tym mówię, ludzie chętnie mnie osądzają, co tylko utrudnia ten i tak już trudny czas. Nawet bliscy przyjaciele nie potrafili docenić powagi sytuacji i czułam się bardzo samotna. Żałuję, że nie mogliśmy szukać wsparcia i mieć pewności, że nie będziemy osądzani. To sprawiłoby, że najtrudniejszy okres w naszym życiu byłby choć trochę łatwiejszy. Pogodziłam się z tym, że wiele osób postrzega uzależnienie od alkoholu jako chorobę, którą można sobie samemu zadać. Jest to drastycznie niedokładne i ostatecznie przyczyna choroby jest nieistotna, gdy rozważa się wpływ, jaki ma ona na członków rodziny. Wciąż byliśmy członkami rodziny osoby, która cierpiała na nieuleczalną chorobę. Nadal musieliśmy być świadkami, jak nasza córka, siostra, ukochana osoba, pogarsza się na naszych oczach. Jedyną różnicą dla nas było to, że przechodziliśmy przez ten proces bez żadnego współczucia czy wsparcia.

Inni użytkownicy przeczytali również:

Rodzice alkoholicy – jak wpływają na swoje dzieci? Czytaj więcej
Przymusowe leczenie alkoholików Czytaj więcej
Kto może wpaść w alkoholizm? Czytaj więcej